Dojechał do mnie nowy „motorek”, jak określił go sympatyczny skądinąd Pan kierowca lawety.

Nowy nabytek dojechał do mnie dokładnie w środę 2 grudnia 2020 roku. Będzie to dla mnie data znamienna – czuję, że odmieniła moje dotychczasowe życie.

Mimo iż mamy grudzień, pogoda jest dla nas motocyklistów niebywale łaskawa. Wczoraj, tj. 5 grudnia, termometry pokazywały około 10 stopni na plusie. Podobnie jest dzisiaj.
Niestety, całość psuje dosyć silny wiatr, który nie powala do końca cieszyć się jazdą. Ale, bądźmy szczerzy, jak na grudzień i tak pogoda jest niesamowicie wyrozumiała. Zupełnie jakby natura wiedziała, że mam nowy sprzęt do wypróbowania 😉

Pierwsze wrażenia

Motocykl sprawia wrażenie wykonanego z najwyższą starannością. Szczerze mówiąc, kupiłem go prawie bez oglądania i bez jazdy próbnej – trochę „na przypał” (o ile można tak nazwać zakup za prawie 100k). Po prostu – podjechałem do salonu, zobaczyłem, zadałem kilka pytań i w zasadzie bez większego namysłu zdecydowałem się zmienić swoje, nowe bądź co bądź, bo zaledwie kilkumiesięczne Kawasaki, na Ducati.
Nie żałuję jak na razie.

W końcu po odpaleniu motocykla pierwsze co mi się rzuciło w oczy, a właściwie w uszy, to odgłos silnika.
Dużo głośniejszy niż Kawasaki, dudniący, basowy dźwięk. Bardziej przypomina mi dźwięk Harleya.
Myślałem, że jadąc Ducatem, zwłaszcza z większą prędkością (większą biorąc pod uwagę to, że silnik jest na dotarciu, więc za bardzo nie poszaleję), dźwięk zacznie być męczący podobnie jak na Harleyu. Obawiałem się tego bardzo, bo głównie z tego względu zmieniłem Harleya na coś bardziej cichego. W pewnym momencie zacząłem się nawet zastanawiać „co ja, do ch…, zrobiłem”.

Na szczęście moje obawy okazały się całkowicie bezpodstawne.
Dźwięk silnika może wydawać się głośny przy niższych obrotach, ale wchodząc na wyższe, okazuje się, że nie dudni we łbie, a łagodnie szumi. Zaskoczyło mnie to trochę, ale bardzo pozytywnie.
Zmniejszając prędkość, np. podczas zbliżania się do świateł, znowu zaczynamy słyszeć ten niski, basowy dźwięk i to na seryjnie montowanym wydechu! Bardzo fajnie to brzmi.
Momentami moto lubi sobie strzelić też lekko z rury, co jeszcze bardziej przynosi mi na myśl Harleya.

Jak na razie, mając też na uwadze to, że zrobiłem motocyklem zaledwie nieco ponad 100 km, bardzo sympatycznie się jeździ i wydaje mi się, że znalazłem dla siebie motocykl idealny.
Wiosna zweryfikuje tę opinię. Na razie zrobiło się trochę za zimno na jazdy, ale.. cóż.. mamy początek grudnia (te słowa piszę akurat 8 grudnia).

Na razie, osobiście, mógłbym bez cienia wahania polecić ten „motorek”. Jeździ się świetnie, a oczekiwanie na wiosnę, niestety, będzie się jeszcze bardziej przeciągać niż rok temu 😉